Tagi
Kontakt: muchika@gazeta.pl
RSS
wtorek, 02 sierpnia 2011

Kolejna stówa komentarzy została zamknięta! Nagrodę wygrał Cashub i otrzymał poniższy obrazek. Tym razem i ja miałam dodatkowy fun, bo pozwolił mi się wpisać na jego własnym blogu i osobiście zamieścić tam ilustrację :)

cashubO co chodzi? To może zobaczcie sobie u niego:

http://cashub.blox.pl/2011/07/Muchika-hakuje.html

wtorek, 26 lipca 2011

Kolejna odsłona "Człowieka blogu" i kolejny pozytywny freek:). Remi Gaillard jest Francuzem, który uwielbia piłkę nożną i głupie żarty. No może nie do końca głupie, bo prowokują, śmieszą i dają do myślenia obnażając drzemiące w ludziach atawizmy, ale też nasze przywiązanie do form. To co lubi najbardziej uczynił swoim sposobem na życie w myśl idei: „c’est en faisant n’importe quoi, qu’on devient n’importe qui!”. Nie wiele mam wspólnego z językiem francuskim, więc tłumaczę za Wikipedią: „Robiąc cokolwiek, stajesz się kimkolwiek!”, lub „Robiąc byle co, stajesz się byle kim!”.

Ja wolę to rozumieć po swojemu: "Nie robiąc nic, jesteś nikim. Kiedy podejmiesz wysiłek zrobienia czegoś, stajesz się kimś". Lubię myśleć, że robiąc "coś", staję się choć trochę jak Remi Gaillard, choć moje "cosie" nie są tak spektakularne jak jego :).

Remi Gaillard

Do dzieła! - Zróbcie "coś"!

Dodając tą ilustrację zauważyłam że folder, w którym trzymam obrazki na bloga, ma nazwę "cośtam" hehe.

Na koniec jeden z moich ulubionych filmików Remiego:

http://www.youtube.com/watch?v=GAONkS06LFU

czwartek, 21 lipca 2011

Właściwie, to powinno być - "omal nie straciłam głowy na jodze". Oficjalnie potwierdzono - skręciłam kark.

Z tej okazji zapodaję przeuroczą fotkę i teraz będziecie mogli mnie rozpoznać na ulicy.

kark

Chociaż nie, bo noszę taki wielki stabilizator, to mnie nie poznacie :)

Jak widać, uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

wtorek, 19 lipca 2011

Ja wiem - bo widziałam nie raz. Kupę w parku robi Matka Polka swem pacholęciem.

Tak mnie to zniesmacza, że aż mi przez klawiaturę nie chce przejść. Nie chcę sobie nawet przypominać ile razy miałam wątpliwą przyjemność przekonania się na własne oczy co dzieje się z wszelkimi danonkami, kubusiami i gerberkami kiedy już wzmocnią odporność, zbudują kości i ogólnie uszczęśliwią trawiącego.

W moim mieście - pewnie jak w wielu innych - ciągle trąbi się o akcjach przyjaznych maluchom. Z tej "przyjazności" niektórym się wydaje, że dziecku wszystko wypada i wszystko wolno.

Ostatnio usłyszałam, że miasto ma być przyjazne również emerytom! Mam jednak nadzieję, że z tej okazji zaczną ściągać galotów i podkasywać spódnic w publicznych miejscach :).

kupa w parkuA potem i tak powiedzą, że pies nasrał do piaskownicy.

wtorek, 12 lipca 2011

W wakacje dopada mnie jednak takie dziwne rozdarcie. Pogoda dopisuje i niby można się wyrwać, ale ciągle z tyłu głowy gdzieś dzwoni telefon od klienta. W końcu siedzę już drugi dzień, nie napływają żadne wnioski i zażalenia i czuję, że marnuję czas. Pewnie klient też na urlopie- myślę. Pakuję się, w pełnym rynsztunku zamykam za sobą drzwi, a tu nagle...

-No w sumie to mam wolne, ale mogę zabrać laptopa...

Ok. Wracam po dysk i tablet... Myślę sobie, że już nie będzie tak pięknie jak myślałam. Na wypad jadę z dołem, że zamiast zajmować się przyrodą i kontaktami międzyludzkimi będę siedzieć w pokoju i jednym uchem nasłuchiwać konwersacji przy grillu za oknem. Wypad mija bez wieści od zniecierpliwionego klienta. Po powrocie sprawdzam pocztę i okazuje się, że jutro na 100% ruszamy z robotą na maksa.

wakacje freelancera

Było fajnie, ale chyba muszę ten temat jakoś bardziej oswoić i ogarnąć :(

Dla wyjaśnienia, na obrazku ja i moje zmory: niedokończone, zaczęte, lub zapowiadające się zlecenia oraz zlecenia skończone, ale może jednak nie całkiem :)

 



poniedziałek, 27 czerwca 2011

Był już "Człowiek roku", "Człowiek z marmuru", "Człowiek renesansu", a nawet "Człowiek z blizną" i "Człowiek pająk". A ja sobie zrobię "Człowieka blogu" (mojego blogu). Dodać tu należy, że będzie to człowiek tak fajowski, że aż muszę o nim coś narysować. Ranking nie będzie wartościujący i nikt nie przegra. Wszyscy będą równie ekstra - bombowscy.

Na początek zaszalałam i człowieków będzie dwóch: Szczuru i Grochu. Myślę, że wiele o nich mówi ten manifest, który w ramach prezentacji skopiowałam z ich bloga  (http://breakdacycle.com/)

Człowiek nie powinien spędzać życia w pracy

bo to grzech

Bóg dal nam Paryż, Wenecje

architekturę secesyjna, zegarki

i zegary Art deco

dal nam poziomki

zamglone świty za oknem kawiarni

sklepy

dal nam Tomasza Manna oraz Prousta

a także wrzosowiska Irlandii

oraz wymyślił bilard i nastolatki

i tysiąc innych rzeczy

jak wodospady, Boska Komedie,

fajki, wiersze Rilkego,

ulice wysadzane plantami

na południu, amerykańskie

samochody z lat czterdziestych,

pióra Mont Blanc, przewodnik

po Grenadzie oraz

Koniaki Giny Whisky I Bordeaux

na pewno nie w tym celu

żebym siedział

przez osiem godzin dziennie

w pracy

jak jakiś chuj

Który to tekst, jak widzę, też komuś zwędzili (http://bartpogoda.net/).

Wzięły się chłopaki i spakowały i zamieszkali na Filipinach. I chuj! :D

O Filipinach wiedziałam do tej pory tyle, co wyczytałam za młodu w Filipince - czyli nic ( bo ta gazeta była o czymś innym jakby ktoś nie wiedział). Manny Pacquiao był chyba jedynym filipińczykiem, jaki dostarczył mi na tyle emocji żeby go kojarzyć.

Ich bloga przeczytałam w dwa dni od deski do deski, zaniedbując obowiązki służbowe i towarzyskie. Zresztą sami sobie poczytajcie i pooglądajcie. W Teleekspresie była "Loża pozytywnie zakręconych" przy informacjach o różnych freekach. Ja jeszcze nie wymyśliłam nazwy na kategorie tego rankingu, ale powiedzmy, że zasługują na tytuł "osadnik na nieznanych lądach". Z ich bloga dowiedziałam się tyle o Filipinach, że tamtejszy rząd powinien im przyznać zaszczytny tytuł "de best propaganda ever" i załatwić jakiś satelitarny megamegowy net za free w tej dżungli.

I wszystko mi się u nich podoba! No...może poza tymi walczącymi kurczakami ( bo to jednak nie wygląda na walkę w stylu Manny Pacquiao ). Ja za Breakdacycle i Filipinami jestem całym sercem, ale kurczak jednak próbuje się przebić ze swoim przekazem.

walki kogutów

Bo kto by nie chciał na Filipiny?.... Chyba tylko kogut :)

A takiego koguta dostała ekipa BDC:

BDC

 Żeby nie było, że nie ma nagrody :).

 

 



sobota, 25 czerwca 2011

W pociągu pociąga nas prawdopodobnie to, że w końcu kiedyś dojedzie. Dawno nie jeździłam, ale ostatnio mi się zdarzyło poczuć pociąg. Odczucie było chybotliwe i podskakujące, dosyć głośne, o zapachu uryny. Na cztery razy spóźnił się tylko jeden i to tylko o pół godziny, więc nie jest tak najgorzej. Wynikiem tego jest poniższa pociągowa impresja.  

pociąg

Udanych podróży.

piątek, 24 czerwca 2011

Wczoraj zafundowałam sobie wycieczkę do ZOO. Ze zdziwieniem zaobserwowałam, że poza opiekunami małych dzieci, nie było tam prawie wcale osób dorosłych :). Ech, widocznie z ZOO też się wyrasta. A mi się zawsze podoba :), mimo tego, że nie mogę sobie przestać wyobrażać jak wielkie terytoria miałyby te zwierzaki w naturze w porównaniu z klatkami 2x2. Nie chcę nikomu psuć niespodzianki, ale jeśli wybierzecie się do krakowskiego ZOO, to wśród starych klatek z wielkimi kotami czeka was maleńkie- wielkie zaskoczenie, a nawet dwa :D.

Wracając jednak do tematu, a właściwie lawirując między dzikimi bestiami i przytulaniem... Przedstawiam wam gościa, który przytula się jak nikt inny na świecie.

http://www.youtube.com/watch?v=5x3spoEsi-c

sobota, 18 czerwca 2011

W ostatnią niedzielę przysiadłam z siostrą pod jednym z Łódzkich kościołów (tak jakby w delegacji). Leniwe popołudnie, słońce prześwitujące przez konary stuletnich kasztanów... Sielanka. Siedzimy i gadamy, a do rozmowy przeniknął wątek spieszących na mszę uroczych staruszek. Zachwycone eterycznym zjawiskiem, stworzeniami jakby nie z tego świata, w przecudnej urody kiczowatych kapeluszach, wzdychałyśmy oczarowane. "- Jak będę stara, też będę nosić kapelusze- rzekła "sista". Zaraz potem, niespodziewanie spadły na nas gromy z jasnego nieba, pod postacią niedzisiejszych epitetów z ust pewnej, już mniej uroczej, staruszki. staruszki

Cóż, nie zauważyłyśmy dość sporych rozmiarów plakatu Radia Maryja zdobiącego ów przybytek Pana. Za odsłonięte ramiona w pobliżu kościoła zostałyśmy zbluzgane po chrześcijańsku... A jednak taki posmak Alkaidy w tym był...

czwartek, 09 czerwca 2011

Ciężki to był weekend. Siedziałam głównie w szpitalu. Nie jako pacjent, ale też nie było mi wesoło. Tak myślałam i myślałam jakby tu poprawić humor odwiedzanej przeze mnie osobie. Cóż wymyśliłam, to co zwykle - czyli obrazek tematyczny.

pozytywnie

Zamówiłam już kubek z takim nadrukiem i mam nadzieję, że choć trochę się spodoba. Jak macie jakiegoś pacjenta, to śmiało możecie kopiować mój pomysł i obrazek w celu pocieszania.