Tagi
Kontakt: muchika@gazeta.pl
RSS
wtorek, 26 lipca 2011

Kolejna odsłona "Człowieka blogu" i kolejny pozytywny freek:). Remi Gaillard jest Francuzem, który uwielbia piłkę nożną i głupie żarty. No może nie do końca głupie, bo prowokują, śmieszą i dają do myślenia obnażając drzemiące w ludziach atawizmy, ale też nasze przywiązanie do form. To co lubi najbardziej uczynił swoim sposobem na życie w myśl idei: „c’est en faisant n’importe quoi, qu’on devient n’importe qui!”. Nie wiele mam wspólnego z językiem francuskim, więc tłumaczę za Wikipedią: „Robiąc cokolwiek, stajesz się kimkolwiek!”, lub „Robiąc byle co, stajesz się byle kim!”.

Ja wolę to rozumieć po swojemu: "Nie robiąc nic, jesteś nikim. Kiedy podejmiesz wysiłek zrobienia czegoś, stajesz się kimś". Lubię myśleć, że robiąc "coś", staję się choć trochę jak Remi Gaillard, choć moje "cosie" nie są tak spektakularne jak jego :).

Remi Gaillard

Do dzieła! - Zróbcie "coś"!

Dodając tą ilustrację zauważyłam że folder, w którym trzymam obrazki na bloga, ma nazwę "cośtam" hehe.

Na koniec jeden z moich ulubionych filmików Remiego:

http://www.youtube.com/watch?v=GAONkS06LFU

czwartek, 21 lipca 2011

Właściwie, to powinno być - "omal nie straciłam głowy na jodze". Oficjalnie potwierdzono - skręciłam kark.

Z tej okazji zapodaję przeuroczą fotkę i teraz będziecie mogli mnie rozpoznać na ulicy.

kark

Chociaż nie, bo noszę taki wielki stabilizator, to mnie nie poznacie :)

Jak widać, uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

wtorek, 19 lipca 2011

Ja wiem - bo widziałam nie raz. Kupę w parku robi Matka Polka swem pacholęciem.

Tak mnie to zniesmacza, że aż mi przez klawiaturę nie chce przejść. Nie chcę sobie nawet przypominać ile razy miałam wątpliwą przyjemność przekonania się na własne oczy co dzieje się z wszelkimi danonkami, kubusiami i gerberkami kiedy już wzmocnią odporność, zbudują kości i ogólnie uszczęśliwią trawiącego.

W moim mieście - pewnie jak w wielu innych - ciągle trąbi się o akcjach przyjaznych maluchom. Z tej "przyjazności" niektórym się wydaje, że dziecku wszystko wypada i wszystko wolno.

Ostatnio usłyszałam, że miasto ma być przyjazne również emerytom! Mam jednak nadzieję, że z tej okazji zaczną ściągać galotów i podkasywać spódnic w publicznych miejscach :).

kupa w parkuA potem i tak powiedzą, że pies nasrał do piaskownicy.

wtorek, 12 lipca 2011

W wakacje dopada mnie jednak takie dziwne rozdarcie. Pogoda dopisuje i niby można się wyrwać, ale ciągle z tyłu głowy gdzieś dzwoni telefon od klienta. W końcu siedzę już drugi dzień, nie napływają żadne wnioski i zażalenia i czuję, że marnuję czas. Pewnie klient też na urlopie- myślę. Pakuję się, w pełnym rynsztunku zamykam za sobą drzwi, a tu nagle...

-No w sumie to mam wolne, ale mogę zabrać laptopa...

Ok. Wracam po dysk i tablet... Myślę sobie, że już nie będzie tak pięknie jak myślałam. Na wypad jadę z dołem, że zamiast zajmować się przyrodą i kontaktami międzyludzkimi będę siedzieć w pokoju i jednym uchem nasłuchiwać konwersacji przy grillu za oknem. Wypad mija bez wieści od zniecierpliwionego klienta. Po powrocie sprawdzam pocztę i okazuje się, że jutro na 100% ruszamy z robotą na maksa.

wakacje freelancera

Było fajnie, ale chyba muszę ten temat jakoś bardziej oswoić i ogarnąć :(

Dla wyjaśnienia, na obrazku ja i moje zmory: niedokończone, zaczęte, lub zapowiadające się zlecenia oraz zlecenia skończone, ale może jednak nie całkiem :)