Tagi
Kontakt: muchika@gazeta.pl
RSS
środa, 27 kwietnia 2011

 

Opętała mnie teoria szatańska, niestety za późno. Zjadłam chyba z osiem jaj w te święta. Niestety zupełnie bezrozumnie - chyba jak większość "człowieków". Po fakcie uznałam, że technika jedzenia może znacznie wpływać na naszą sylwetkę. Owa teoria oparta na świątecznym obżarstwie rozrosła mi się też na inne części ciała, ale na razie zobaczcie jak wypracować tak zwany kaloryfer, łącząc tradycję z zapotrzebowaniem na wakacyjną sylwetkę, które wymusza na nas współczesny kult ciała.

 

jaja

 

Niestety pogryzłam i poszło mi w cholesterol zamiast w sześciopak. Założę się, że wy też.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Autor setnego komentarza na blogu zażyczył sobie z tej okazji księżniczki. Wymagania spore, ale mógł zawołać jeszcze połowy królestwa :), więc nie jest najgorzej. Mam taką śpiącą królewnę, co tak leży nieużywana od jakiegoś czasu, to ją wręczam z najlepszymi życzeniami.

królewna

czwartek, 07 kwietnia 2011

 

mamo

Ciężka sprawa. Jak tak patrzę po ludziach, to taki krok wydaje się czasami strasznie trudny. Aż mnie kusi żeby tu opisać coś z własnego podwórka, ale boje się strasznej obrazy. Bo jak tu kwestionować coś tak wzniosłego, jak miłość rodzicielska no i ta odwrotna. Jeśli wspomnę urban legend, o tym jak babcia Jasia przychodziła na przerwie w szkole, żeby podetrzeć wnusia, bo musiał skorzystać ..., to mało.

Temat morze... Może więc skupię się na drugiej stronie medalu. Założę się, że wielu z was, już w dzieciństwie, przejawiało takie "odruchy niezależności", jak spanie w namiocie pod blokiem. Wcale to głupie nie było. Można było kraść śliwki, zmalować wrzuta, albo uderzyć na dyskę. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, to był popularny live style :).

Po latach, paru znajomych wróciło pod opiekuńcze skrzydła mamuni i się zastanawiam - jak to możliwe, że dają radę? Ja pewnie siedziałabym zima - lato w tym namiocie.

Mój krok w dorosłość, niektóre znane mi mamy całkiem już dorosłych dzieci, przyprawia o ciarki i gęsią skórkę. Z własnej woli zostałam wysłana do szkoły z internatem (to najgorsza rzecz, jaka może spotkać dziecko w amerykańskim filmie), po dwóch miesiącach mieszkałam już w typowo studenckim mieszkaniu.

Przyznam się, ma to jedną wadę. Już w liceum smakuje się studenckiego życia, a potem może być nudno. Pocieszając rodziców dopiszę, że studenckiemu życiu można spokojnie dać radę  i w liceum (organizm młody i odporny), a potem skupić się na priorytetach edukacji i kariery.

O skrajnych przypadkach nie odcięcia pępowiny już nie będę się rozwodzić, ale na samą myśl o tym namiocie pod blokiem łezka się w oku kręci.

Ale to ja, a świat teraz podobno dużo straszniejszy, a na pewno inny.